Furtka, czyli absurdy naszej rzeczywistości

Furtka, czyli absurdy naszej rzeczywistości

Gdzieś na początku zimy, pewnego ponurego dnia okazało się, że ktoś nam ukradł furtkę z przyblokowego ogródka. Dzieci przyszły oburzone, gospodarz zadzwonił. Furtka była, ale się zmyła. NIE MA FURTKI!

Co by trochę wyjaśnić, to jest to tak: ogródek jest osiedlowy, przy bloku. Fajnie – mieszkasz w bloku, ale jakby co to masz mały kawałek zieleni, który nie jest twój, bo administracji, ale trzeba o to dbać, żeby było ładnie, bo jak nie dbasz to przekażą komuś innemu albo przerobią na zwykłą trawę. Dla nas to frajda – jest się czym zająć, jak już naprawdę nie masz co robić. I jak dzieci były małe to miały tam swój ogródkowy świat. Ogródek jest ogrodzony siatką i furtką z kłódką.

To chyba bezpańska furtka i niczyj ogródek?

Na naszej furtce była kłódka, ale nigdy nie zamykana, bo lekko zardzewiała i ciężko było ją otwierać, jak już się zamknęło. Ten brak zamknięcia zachęcał przechodniów – a to lawendę ktoś podkradł, a to wiśnie oberwał, a to winogron podskubał, zasnął pod krzakiem, zostawił butelkę, waciki czy jeszcze co innego.

Ale wyrzucanie śmieci raczej nie ma nic wspólnego z tym, czy furtka jest zamykana czy nie. Ludzie śmiecą, czy to z bezmyślności, czy to ze złości, czy nie wiem z czego. Pal licho pijany, idzie i nie wie co robi, ale jak widzę pańcię co daje dziecku cukierka, a ono wyrzuca papierek na ulicę, a pańcia idzie dalej to szlag mnie jasny trafia!

Dodatkowo, oprócz otwartej kłódki furtka miała też „otwarte zawiasy” (jak jakiś przestępca) – w zasadzie wisiała tylko na jednym, bo spawy były kiepsko wykonane, mimo że wymiana siatki i furtek była z rok temu (nie wiem dlaczego, według mnie wszystko było ze starym okej, ale widać trzeba było wydać kasę. Tak na przyszłość, jakby ktoś musiał na gwałt wydać kasę, to może niech się zgłosi do mnie – mądrze doradzę 😉 ). W skrócie – odwalili fuszerę. No więc taką furtkę wystarczyło unieść i już. Dziecinnie proste. No i w końcu ktoś tak zrobił.

Trudno.

Trzeba będzie coś wymyślić

Najlepszy pomysł miał gospodarz – zgłosić się do administracji. To się zgłosiłam. A tam, oczywiście, wędrówka od drzwi do drzwi, bo nikt się tymi tematami nie zajmuje. A na końcu okazuje się, że oni nie mają furtek i co mają zrobić?

No dobra…

Gospodarz jednak nie odpuszcza: „Niech pani pisze pismo”. Napisałam. Zaniosłam. Podpieczętowane jak trzeba. Po pewnym czasie przyszła odpowiedź, też na piśmie, podpieczętowana, że dobrze, zamontują w nowym roku, jak będzie odpowiednia pogoda.

To super

Czekamy. Mija styczeń – zimno, to wiadomo, że nic nie zrobią. Luty – mrozy, nie ma na co liczyć. Marzec – święta, deszcze i tak dalej. Kwiecień – pierwsze upały, furtki nie ma.

Dzwonię. Nikt już nic nie pamięta, a jak pamięta, to on się tym nie zajmuje, tylko tamta inna pani, a jej nie ma i proszę dzwonić później. Ale co tam. Nie pierwszy raz do urzędu dzwonię. W końcu trafiam na człowieka. Tak, zamontują. Niebawem. Okej. Mija tydzień. Dzwonię. Wymuszam konkretną odpowiedź, KIEDY? Jutro. Dobrze. Dziękuję.

Nadchodzi jutro

Furtka jest, chyba porządnie przyspawana, jak prosiłam w piśmie.

Na furtce… kłódka. Wygląda znajomo. Niemożliwe…

Może to ta sama furtka?

Dziwne bardzo, ale do tej kłódki pasuje klucz, który mamy w domu. TAK, to ta sama. Nasza stara furteczka wróciła na miejsce :):):)

Absurd… 🙂

Polska – kraj absurdów na poziomie mikro i makro.

Ale najgorsze jest to, że to się nie zmieni. Dopóki będziemy uczyć dzieci, że papierek po zjedzonym cukierku może leżeć na ziemi i nie musisz go wyrzucić do śmietnika, to tak to będzie.  Dopóki nie weźmiemy odpowiedzialności choćby za to, za co jesteśmy odpowiedzialni. Będzie absurdalnie, bo za często przyjmujemy postawę „to nie jest moja sprawa, w d…ie to mam i interesuje mnie tylko mój własny czubek nosa, a za wszystko inne odpowiedzialny jest ktoś inny i ma być tak jak ja chcę, bo ja tak chcę.” Wygodnie tak.

Chyba pójdę zasadzić kwiatki w ogródku. 😉

mamafit

Hania, nadaktywna mama dwójki, fitnesska, humanistka. Na blogu piszę o zdrowiu, aktywności, rozwoju, relacjach i o tym, jak łapać życie garściami, cieszyć się dziećmi i jednocześnie rozwijać pasje. Tak, można :) Rozgość się :)

Przeczytaj również
Szczęście mierzone na chwile