Mali mistrzowie na korcie – część 2

Mali mistrzowie na korcie, MySquash

„Warto podążać za naturalnymi predyspozycjami dziecka, wykorzystywać moment, kiedy ma ochotę na zabawę.” O tym, jak znajduje i prowadzi małe talenty na podium opowiada Damian Maliński, właściciel klubu MySquash z Poznania.

Zabawa a trening zawodniczy – gdzie jest granica?

Granica jest w głowie dziecka i to dziecko czuje, kiedy chce więcej, kiedy zabawa zaczyna mu się nudzić. Najzdrowszy jest moment, kiedy dziecko przychodzi i mówi, że ma ochotę spróbować czegoś więcej, bo widzi, że inni na korcie obok grają już inaczej. Czekamy na ten moment, nie popychamy dzieci do niczego, dzięki temu mają lepsze wyniki. Chęć gry wynika z ich wnętrza, z ich motywacji.  Chcą trenować, chcą brać udział w turniejach, widzą rezultaty. Ich ciężka praca sprawia, że potrafią więcej, co motywuje ich do dalszego treningu.

Część 1 wywiadu z Damianem Malińskim, właścicielem MySquash: http://mamafit.pl/mali-mistrzowie-na-korcie/

Trafienie w małą gumową piłeczkę do squasha, która porusza się z prędkością do 230 km/ godzinę to nie taka prosta sprawa. Jak można pomóc dziecku, żeby nie zniechęciło się już podczas pierwszego kontaktu z grą, a rodzice nie płacili za lekcje, z której dziecko nie skorzysta?

Oczywiście na pierwszych zajęciach piłeczka jest zwykłą piłeczką, którą sobie możemy poodbijać w formie zabawy, jednak czasem i to może sprawiać kłopot, dlatego dobrze jest, kiedy dziecko już wcześniej jest tak zwyczajnie aktywne – biega, huśta się, wchodzi po drabinkach na placu zabaw. Każda aktywność fizyczna jest dobrym przygotowaniem do squasha. Piłka nożna czy taniec rozwijają  ogólną sprawność ruchową, i nie bez powodu są one najbardziej popularne w szkołach w klasach 1-3. Dziecko uczy się jak biegać w wieku 4 – 5 lat, później rozwija swoją sprawność i możemy stwierdzić, czy ktoś jest szybki, zwinny, skoordynowany itp. Warto podążać za naturalnymi predyspozycjami dziecka, wykorzystywać moment, kiedy ma ochotę na zabawę.

Zwykłe rakiety do badmintona, które można kupić za 10 zł i które czekają na dogodny moment, kiedy dziecko będzie miało ochotę 5 minut poodbijać lotkę, mogą sprawić, że polubi kort, bo od razu odbije piłkę raz czy dwa razy i poczuje, że nie jest to takie trudne, wręcz przyjemne.

A co z koncentracją na korcie?

Jeśli się nie skoncentrujemy, nie będziemy tu  i teraz, nie trafimy w piłeczkę. Squash wspiera zdolność koncentracji, która jest ściśle związana z naszym wewnętrznym układem fal mózgowych, które odpowiadają za stan naszego pobudzenia czy zdolność koncentracji. Mamy czasem dzieci z tzw. ADHD, które nie potrafią usiedzieć na miejscu, wszędzie ich pełno, w żadnych innych sportach nie mogły się odnaleźć, nieskoordynowane, rozkojarzone, choć bardzo inteligentne. Bardzo pomocnym narzędziem do zbadania poziomu koncentracji i regulowania jej, a nawet leczenia osób z zaburzeniami takimi jak ADHD czy niedostateczną koncentracją jest Biofeedback, z którego korzystają psychologowie, a my czasem wspomagamy się ich wsparciem.

Koszulka, spodenki, obuwie, rakieta, kort i przede wszystkim – trener – jakie wydatki wiążą się z grą?

Na początku wystarczy luźny strój sportowy – koszulka, spodenki , obuwie jak na zwykłe zajęcia WF. Na późniejszym etapie, np. po 10 lekcji ważne są buty, takie jak do piłki ręcznej. Jeśli chodzi o rakietkę, tu można się poradzić trenera, który zwykle ma do dyspozycji dziecka mniejsze rakiety dostosowane do wzrostu dziecka. Obowiązkowe są okulary ochronne ( te za darmo wypożycza klub )  Trener to kwota rzędu 50 – 80 zł, wynajęcie kortu 50 zł/ godzinę – ale większość klubów w swoich programach juniorskich sama pokrywa większą część kosztów.

Ile kosztuje wyszkolenie potencjalnego mistrza?

Średnio to kwota 150 – 200 zł miesięcznie

Na co rodzice powinni zwrócić uwagę przy wyborze klubu?

Podstawowym kryterium jest odległość. Klub powinien znajdować się ok. 2 km od miejsca zamieszkania, żeby dzieci mogły same dotrzeć np. rowerem na zajęcia. Warto zajrzeć na trening, poznać trenera, obserwować dziecko jak się czuje, czy chętnie idzie na zajęcia, posłuchać opinii. Jednak nawet najlepszy klub, który jest daleko, nie jest najlepszym wyborem. Wszystkie nasze dzieci, które osiągają wyniki mieszkają w promieniu 1 km od klubu.

Dzieci żyją tu jak na trzepaku, przychodzą nie dlatego że muszą, ale chcą.

Czekają na moment, kiedy do któregoś z klientów klubu nie przyjdzie partner, wtedy mają szansę wskoczyć na kort i zagrać kolejny mecz z dorosłym.

Przeczytaj część 3 wywiadu.

Fot. Archiwum MySquash

mamafit

Hania, nadaktywna mama dwójki, fitnesska, humanistka. Na blogu piszę o zdrowiu, aktywności, rozwoju, relacjach i o tym, jak łapać życie garściami, cieszyć się dziećmi i jednocześnie rozwijać pasje. Tak, można :) Rozgość się :)

Przeczytaj również