Rodzinna dogoterapia

Rodzinna dogoterapia

Pies zadomowił się u nas już na dobre. Jeszcze tydzień temu, kiedy po raz pierwszy został sam na godzinę, płakał jak szalony. Dziś jest już całkiem dobrze – podczas naszej nieobecności bawi się, tarmosi swoje szmatki, śpi – wie, że zawsze przychodzimy. Wie, że ta samotność nie trwa długo.

Kupiliśmy mu sweterek. Szary golf, na to fioletowe szelki i zielona żarówiasta smycz 🙂 Na jego osobisty skwerek strój jak się patrzy – dalej nie idzie, trzeba go nosić. Mam nadzieję, że mu to minie i jak już w końcu przyjdzie wiosna, nie będzie potrzebował własnego tragarza.

Pies, który je marchewkę

O dziwo – najbardziej słucha mnie. Zostałam jego panią, chyba w nagrodę za to, że jestem. Dobrze wie, kiedy przeskrobie – siada na tyłku i patrzy niewinnie. I natychmiast puszcza to, co właśnie gryzł. Śmieszny jest – śpi, po wstaniu toaleta, nagroda, zabawa, przytulasy i sen. Dopiero wieczorem, jak już jesteśmy wszyscy razem, ma najlepszy czas na szaleństwo – gania się z dzieciakami, podgryza Tatę, szarpie swojego pluszowego jamnika, kopie dziury w dywanie i obnosi się z kośćmi. To jego drugi przysmak, zaraz po marchewce, która tak fajnie chrupie. Mówiłam, że jabłka też lubi? I jogurt? Nawet banana!

Dogoterapia

Dzieci przywykły do nowej sytuacji, choć Mała ciągle jest trochę zazdrosna, a Duży wyjątkowo ucieszony. Kłócą się, kto ma z nim spać i jakoś sobie z tym dzieleniem radzą. Wraz z psem mamy chyba więcej radości w domu. Dogoterapia – głaskanie, zabawy, spacery, karmienie, przytulasy – dla dzieci to doskonała możliwość rozwoju emocjonalnego, dla nas… chyba też. Taki pies – kanapowiec to naprawdę dobra sprawa 🙂

mamafit

Hania, nadaktywna mama dwójki, fitnesska, humanistka. Na blogu piszę o zdrowiu, aktywności, rozwoju, relacjach i o tym, jak łapać życie garściami, cieszyć się dziećmi i jednocześnie rozwijać pasje. Tak, można :) Rozgość się :)

Przeczytaj również