To Twoje życie, Kotku

Czyja droga jest Twoja?

Nigdy nie lubiłam WF-u. Bolał mnie brzuch, miałam okres, byłam po chorobie, przed chorobą, zapomniałam farbek na plastykę tudzież sprzątałam kantorek. Nienawidziłam śmierdzącej kurzem podłogi i wyścigów z woreczkiem na głowie. Tylko czekałam, aż zostanę zbita piłką, żebym nie musiała dalej brnąć, pocić się i obijać o innych.

Każdy WF zaczynał się tak samo. Po walce w szatni, odczekaniu w ciszy przed kratą do sali gimnastycznej, bo inaczej nie mieliśmy prawa wejść, wpadaliśmy jak nienormalni na salę i lecieliśmy na łeb na szyję, żeby rzucić się na materace. Ten moment jeszcze był fajny, ale gwizdek i rzucona na środek piłka burzyła wszystko. Jak ja tego nie cierpiałam! Uhhhh!

Zdarzały się jednak, rzadko, ale były, takie lekcje, które były całkiem sympatyczne. Gimnastyka, wiszenie na drabinkach, stanie na rękach, fikołki. To były te chwile, kiedy nauczyciel musiał zaliczyć kolejne sprawności z listy. Ze szpagatu i mostka miałam 6. Z rzutu piłką lekarską bodaj 2+. Wymyku nie zrobiłam nigdy.

I mimo, że po wielu latach mogę się pochwalić, że nie jest ze mną tak źle, to nadal ten wymyk stoi mi jak ość w gardle. I wiecie co? Postanowiłam, że go zrobię. 🙂 Stara już jestem, prawie 40-cha na karku, ale zrobię. Potrzebuję silnych mięśni rąk, brzucha i dobrej ogólnej sprawności organizmu. Nie zależy mi na grach zespołowych, rzutach, przeskokach. Mam to w nosie, nie lubię tego. Ale wymyk zrobię. Bo nigdy go nie umiałam. Taka jestem zawzięta.

Ale nie o tym chciałam powiedzieć.

W liceum miałam taką niejasną chęć, by pójść na rehabilitację. Zawsze lubiłam biologię, chemię, tylko WF jakoś tak wybiórczo. W domu dużo ćwiczyłam. Byłam bardzo rozciągnięta. Ale to było za mało, żeby zdać egzamin sprawnościowy. Źle pływałam, źle skakałam i źle rzucałam piłką lekarską. Jakby to było najważniejsze dla przyszłego rehabilitanta, choć głównie na tym polegał egzamin.

Mimo wszystko wierzyłam w siebie. Na którejś z lekcji WF, chyba w 3 klasie (wtedy były 4 klasy liceum)  trenerka spytała nas, gdzie się wybieramy na studia. Właściwie tylko ja powiedziałam, że na AWF na rehabilitację.

– Hanka, ty??!! – zmotywowała mnie pani – przecież ty nie masz żadnych szans, dziewczyno!

Uparłam się.

Poprosiłam tatę, by zrobił mi drewniany steper, na którym mogłabym ćwiczyć ten rodzaj sprawności. Wchodziłam, wbiegałam i prawie już fruwałam po schodach, pół każdej niedzieli poświęcałam na dojeżdżanie na basen do Gorzowa. Byłam naprawdę dzielna, po czym, po pół roku, poddałam się, bo zdecydowałam się iść na psychologię. W planach miałam jeszcze dziennikarstwo, filologię angielską (co było trudne do realizacji dla kogoś, kto nie miał angielskiego w szkole, a z niemca  ledwo wychodziła słaba trójka. Ich liebe dich, Frau Helga. Wurst und case. Wo wohnst du? – tyle mi mniej więcej z tego zostało, niewiele mniej, niż ówcześnie mogłam się pochwalić.) Jako smaczek zostawiłam sobie filologię polską, jako że pisanie szło mi zawsze jak oddychanie, ale odpuściłam sobie, bo zakochałam się i chciałam iść na studia daleko, daleko tam, gdzie mój ukochany.

Nic z tego nie wyszło.

Ale jednak: angielskiego nauczyłam się, bo bardzo mi zależało. Piszę nadal, bo lubię. AWF skończyłam podyplomowo, a zamiast psychologii, mam mgr socjologii. Czy mi źle? Czy mnie uwierają te porażki? Nie. Wtedy nie dość wyraźnie może wiedziałam, jaką drogę powinnam wybrać, żeby robić w życiu to, co kocham. I trochę żałuję, że byłam za mało zdeterminowana. Ale dzięki temu teraz tak łatwo się nie poddaję.

Żeby pisać, nie musisz kończyć filologii polskiej, żeby porozumiewać się w obcym języku, nie musisz iść na studia. Żeby wierzyć w siebie, nie musisz mieć potwierdzenia od każdego, że jesteś dobry. Bo może każdy się myli? Bo może jest ograniczony? Rzuca piłkę i ma prawo mówić ci, że jesteś do niczego, bo nie potrafisz złapać jej w locie? Rób to, co kochasz, ucz się, rozwijaj, idź swoją drogą z przekonaniem.

Pewnie, że dobrze jest mieć dobrą duszę, która zmotywuje w chwilach słabości. Albo wywinduje o stopień wyżej. Dziś mówimy mentor, coach, towarzystwo wzajemnej adoracji. Jakkolwiek pejoratywnie to brzmi, to twoje życie. Sam je sobie rzeźbisz. Sam wiesz, co dla ciebie dobre. Inni mogą tylko próbować wejść w twoje buty, ale to są twoje buty. Na twoją i tylko twoją drogę.

Więc usiądź wygodnie, wsłuchaj się w siebie i powiedz sobie, czego TY chcesz? Co dla CIEBIE jest ważne? Jak chcesz żyć za 10, 15, 20 lat, a jak na końcu, kiedy będziesz się już żegnać z najbliższymi?

Twojego życia!

mamafit

Hania, nadaktywna mama dwójki, fitnesska, humanistka. Na blogu piszę o zdrowiu, aktywności, rozwoju, relacjach i o tym, jak łapać życie garściami, cieszyć się dziećmi i jednocześnie rozwijać pasje. Tak, można :) Rozgość się :)

Przeczytaj również
Nagroda za cały rok
  • Moją uwagę przykuło zdanie: „Czy mi źle? Czy mnie uwierają te porażki?”. Odpowiedziałaś, że nie. Ja bym powiedziała, że to wcale nie były porażki. Ty po prostu wybrałaś inną drogę, co wcale nie znaczy, że gorszą. Sami wybieramy ścieżkę, którą podążamy, choć nie mamy nad wszystkim kontroli i nie powinniśmy patrzeć w tych wyborach tylko na siebie, bo nie jesteśmy samotnymi wyspami. Niezależnie od tego czy zdecydujemy się iść tą zakładaną od początku drogą czy jednak zmienić kierunek, nie powinniśmy tego postrzegać jako porażki, bo wszystko nas czegoś uczy.

    • MamaFit

      Asia, dziękuję 🙂 I zgadzam się z Tobą, ja też postrzegam tzw. porażki jako naukę. Dobrze jest mieć też, tak jak mówisz, trochę dystansu, skupić się na tych rzeczach, na które mamy wpływ. I pomyśleć, jak nasz wybór wpłynie na innych, zwłaszcza na tych, na których nam zależy.

  • Świetny wpis! I nawet nie wiesz jak bardzo się utożsamiam z Twoimi wyborami życiowymi. Niedoszła lekarka, rehabilitantka, po psychologii ale nauczycielka angielskiego a obecnie instruktorka fitness ;). Jak to mówią nie ma rzeczy niemożliwych i należy robić to co kochamy- to nasze życie 😉

    • MamaFit

      Dziękuję 🙂 Czasami życie wydaje się takie skomplikowane, bo nie słuchamy siebie, tylko oglądamy się na innych. Robimy coś co nam się wydaje w porządku, a potem budzimy się z dziwną pustką. Gratulacje dla Ciebie, że znalazłaś swoją drogę! 🙂

  • Dziękuję Ci za podzielenie się swoją historią i życiowym doświadczeniem. Właśnie takie wpisy są najbardziej wiarygodne: motywują do działania i inspirują do pracy nad sobą. Udowadniasz, że zawsze warto walczyć o swoje marzenia, aczkolwiek warto też nabrać do pewnych spraw dystansu, dostrzec jak wiele darów już otrzymaliśmy i jak cudowne życie prowadzimy. Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    • MamaFit

      Kinga, dziękuję Ci za miłe słowa 🙂