Fotoksiążka – radość na pamiątkę

FOTOKSIĄŻKA – TESTUJEMY | Mam kilka słabości. No może więcej niż kilka, ale powiedzmy dzisiaj, że dwie. Zdjęcia i fajne, duże, miękkie misie. Kiedy nadarzyła się okazja z Empikfoto, by sprawić sobie taki podwójny prezent, ucieszyłam się bardzo.

Bo od 10 lat robimy tysiące zdjęć cyfrowym aparatem i nigdy nie ma czasu, żeby je wybrać, wywołać i poukładać do albumu. A ja tak uwielbiam oglądać zdjęcia i to najbardziej w formie tradycyjnej, w albumie, nie w komputerze. Mam jeden album z dzieciństwa obejmujący chwile od urodzenia do końca podstawówki. Potem wypady w góry, serie osiemnastek, dalej egzotyczne wycieczki. I kilka pierwszych lat Młodego.

A potem przepaść. Odkąd posługujemy się tym nowoczesnym sprzętem z kartą, przestaliśmy wywoływać zdjęcia. Czy właściwie teraz chyba się je po prostu drukuje? Więc kiedy empikfoto.pl podarował nam taki fajny prezent zawzięłam się  i postanowiłam raz a dobrze zrobić to, czego nie mogłam przez tyle lat.

Fotoksiążka

Żeby Twoja fotoksiążka powstała, najpierw wybierasz szablon. Wszystko bez logowania można sobie pooglądać na stronie Empik Foto, o tutaj: https://www.empikfoto.pl, ale żeby zapisać gotowy projekt trzeba się zarejestrować/ zalogować. Osiołkowi w żłoby dano, jak tu podjąć decyzję, skoro tyle fajnych szablonów jest do wyboru? W końcu wzięłam jeden na cały rok. Najpierw chciałam zrobić najfajniejsze chwile z dzieciństwa naszych dzieci, ale strasznie trudno wybrać tylko kilkadziesiąt (kilkanaście?) z tysięcy zdjęć. Idąc na kompromis sama ze sobą, zrobiłam tylko ubiegły rok.

Fotoksiążka Empik pozwala na swobodny dobór stron, jeśli aktualny nie pasuje. Możesz sobie dodać napisy, ozdoby, zwiększyć, zmniejszyć, dodać kolejne strony, co chcesz. Ja chciałam dać jak najwięcej zdjęć. Udało mi się na 28 stronach zmieścić ich chyba ze sto. Taka byłam dumna z siebie. Cały weekend grzebałam w kompie i dopieszczałam wygląd. Musiałam to zrobić, bo inaczej rzuciłabym wszystko i znowu nic by z tego nie wyszło. A dzieci nie mogły już się doczekać.

Maskotka ze zdjęciem na pamiątkę

Och, co to była za radość! W prezecie od Empiku oprócz fotoksiążki dostaliśmy też maskotkę w ubranku, tu link. Na koszulce można wydrukować zdjęcie. Zakochani w naszym Psiaku wybraliśmy psa DaoDao i na jego ubranku daliśmy zdjęcie… psa. Tak, oryginalnie 😉 I fajnie 🙂

Kilka dni czekaliśmy na odbiór (do tygodnia), najpierw gotowy był DaoDao, potem fotoksiążka. Wybrałyśmy się z Małą na miłą wycieczkę tramwajową do Empiku. Pies skradł nam serce! Taki miękki smutas! 🙂

Piesek DaoDao

Książka też wygląda porządnie, twarda, błyszcząca okładka, kredowy papier. Niestety moja pazerność, żeby było w niej jak najwięcej zdjęć zgubiła mnie. Duże zdjęcia wyszły bardzo ładnie, ale te malutkie (zdarzało się 9 na stronę A4) są trochę za ciemne i zbyt różowe (to tak specjalnie dla Córci 😉 ). Nie widać na przykład naszej radości, jak zjeżdżamy z wielkiej ślizgawki do wody, a mors z instruktorem rasy czarnej są naprawdę czarni, co widać na zdjęciu poniżej (tu jeszcze ciemniej).

Fotoksiążka strona

Co prawda są i dobre tego strony – jestem bardziej opalona 🙂

Podczas przygotowywania szablonu wszystko wyglądało bardzo dobrze, więc tu się trochę rozczarowałam, że efekt końcowy nie jest taki, jak oczekiwałam.

Okazuje się, że to kwestia zdjęć. Ładne na ekranie nie znaczy ładne w druku i zwłaszcza te robione w mocnym świetle słonecznym mogą wychodzić ciemniej. Trzeba to wziąć pod uwagę w czasie przygotowywania fotoksiążki.

Gdyby wydruk był bardziej naturalny, byłoby cudownie – wspaniałe zestawienie najlepszych momentów w roku. Trzeba też podczas przygotowywania albumu pamiętać o tym, żeby zdjęcia nie były przy samej krawędzi, bo będą obcięte.

Mimo wszystko i tak jestem zadowolona, że chociaż jeden rok będzie miał swoje zaszczytne miejsce na półce obok książek. Fotoksiążka nie zajmuje dużo miejsca, ładnie się prezentuje, może być świetnym prezentem dla bliskich, zwłaszcza jako pamiątka z ważnych uroczystości – chrzcin, komunii czy na zakończenie przedszkola czy szkoły.

A Dao Dao? Jest świetny! Pogodziłam dzieci i żadne go nie ma na własność. Leży sobie na moim łóżku, a czasem traktuję go jak poduchę. Nawet nasz Psiak już go zaakceptował. Pierwszego dnia na niego szczekał. 🙂 Potem chciał go zjeść (filmik możecie zobaczyć na Instagramie, o tutaj). A później zaczął się z nim przytulać. Zdjęcie wydrukowało się bardzo ładnie, ma wymiary 13 x 16, zajmuje prawie cały tył koszulki. To wspaniały prezent i pamiątka dla całej rodzinki.

mamafit

Hania, nadaktywna mama dwójki, fitnesska, humanistka. Na blogu piszę o zdrowiu, aktywności, rozwoju, relacjach i o tym, jak łapać życie garściami, cieszyć się dziećmi i jednocześnie rozwijać pasje. Tak, można :) Rozgość się :)

Przeczytaj również