Babcia, niania, żłobek, mama? Kto najlepszy?

Babcia, niania, żłobek, mama

Babcia czy niania? A może żłobek? A może mama? To chyba odwieczne dylematy mamy, która MA WYBÓR. Wybór ma tutaj kluczowe znacznie. Znacznie zawęża opcje.

Jednak decyzja i tak jest chyba jedną z najtrudniejszych w życiu. Co zrobić, kiedy na świecie pojawia się dziecko, a Ty zastanawiasz się, co dalej?

Babcia

Babcia to pierwsza myśl, która przychodzi do głowy. To przecież nasza mama. Będzie kochać, będzie dbać, czytać bajki, chodzić na spacery, dobrze karmić, na pewno jeszcze coś pomoże w domu, wszystko zrozumie, a dziecko będzie przeszczęśliwe. Układ idealny!

A jednak. Są i na tym sielankowym obrazku pewne rysy.

  • Po pierwsze – co, jak mieszkasz daleko i babcia nie będzie się przeprowadzać dla was? Będziesz zawozić dziecko do rodzinnego domu i odwiedzać je w weekend? Serio?
  • Po drugie – dziadkowie mają nadal swoje życie zawodowe. Nie chcą z niego rezygnować nawet dla najcudowniejszego wnuczka.
  • Po trzecie – wszyscy to mówią i rodzice, i babcie, że dziadkowie są od rozpieszczania. A rodzice od wychowywania. I tu powinna zapalić się wielka czerwona lampa nad Twoją głową, bo dziecko, które spędza około 10 godzin z babcią akceptującą wszystkie jego zachcianki, przestaje być TWOIM dzieckiem, a staje się małym potworkiem. A Ty po uszy sfrustrowana tkwisz w sytuacji, z której trudno znaleźć wyjście.

Mądra Babcia – bezcenna!

Kluczem do rozwiązania tej zagadki są dobre relacje i mądrość tkwiąca w dziadkach. Jeśli kochają mądrze, rozwijają, podziwiają, ale nie psują i respektują ustalone przykładowo przez alergologa ścisłe ograniczenia w diecie – to wspaniale. Ja sama wychowywałam się u Babci. Nie zamieniłabym tego czasu na nic na świecie. Wiele się nauczyłam przez te kilka pierwszych lat swojego życia. Piszę o tym tutaj: Babciu i Dziadku, dziękuję.

Moi dziadkowie pozostają dla mnie wzorem idealnej rodziny, z doskonałym podziałem zadań, systematyczną pracą  i miejscem na odpoczynek zgodnie z ustalonym rytmem dnia. To od nich nauczyłam się porządku, regularności, oni dali mi ciepło, zrozumienie, a czasem postawili do pionu. Właściwie wszystkiego, co w życiu najważniejsze i co sama chcę przekazać dzieciom nauczyłam się u dziadków. Nawet dwie moje ulubione potrawy zostały mi „po babci”. Chociaż przecież nie lubię gotować. Te pierwsze lata życia dziecka są bardzo plastyczne. I chociaż niby nic nie pamiętamy, mam wrażenie, że to co dzieje się w pierwszych pięciu latach życia, buduje nas na całą resztę.

Czy ten smok ma wiele głów?

To co ważne, a może na początku nie wydawać się aż tak istotne. Jeśli kilkuletnie dziecko jest „wychowywane” przez kilkorga opiekunów (mama, tata, babcia, dziadek, ciocia itp.), z których każdy ma inny plan na to co wolno, czego nie, to dziecko będzie tak wygłupione, że na końcu wylądujecie wszyscy na tapczaniku u psychologa, a może nawet i w sądzie na rozprawie rozwodowej, bo nikt nie będzie umiał sobie z tym wszystkim poradzić.

Dziecku potrzebny jest jeden wspólny głos wszystkich jego opiekunów, jasny rozkład dnia, czytelne zasady, mądre wychowanie. Jego zadaniem jest próbować, na ile może sobie pozwolić, naszym – jego wychowawców, tak je prowadzić, żeby się w tym wszystkim nie pogubiło. A niestety często my dorośli sami mamy z tym kłopot. I najwięcej na tej naszej niedojrzałości cierpią jak zawsze – dzieci.

Podsumowując – instytucja babci jest wspaniała, o ile zarządza nią mądra głowa. ?

Żłobek

Chciałam napisać, że nie próbowałam to nie wiem. Ale jednak i to doświadczenie mam za sobą. Z drugim dzieckiem, bo przy pierwszym w ogóle żłobka nie brałam pod uwagę – dużo dzieci, choroby, a ja wracając do pracy zostawiałam pięciomiesięcznego niemowlaka… Co prawda i z młodszym dzieckiem były to tylko jakieś trzy tygodnie. (Takie niby trzy tygodnie, co to jest! A z drugiej strony – każdy dzień to ból, jeśli dziecko nie akceptuje miejsca, każda godzina jest trudna).

Zatem, jeśli rozważasz żłobek, pewnie bierzesz też pod uwagę, że w środowisku innych dzieci Twój maluch będzie częściej chorował? Wtedy będziesz potrzebować planu B – albo Ty zostaniesz z chorym dzieckiem w domu (i pytanie, jak długo i jak często będziesz nieobecna w pracy), albo tata, albo dziadkowie, albo niania.

Plusy żłobka (dobrego, profesjonalnego)

  • Działa – zawsze jest ktoś, kto zaopiekuje się dzieckiem
  • Wykwalifikowana kadra (wie, co zrobić w przypadku na przykład zachłyśnięcia, zna się na objawach dysfunkcji, może podpowiedzieć dokąd się udać, jest uważna i skoncentrowana na dzieciach)
  • Odpowiednio zbilansowana dieta dostosowana do potrzeb lub ograniczeń dziecka
  • Rówieśnicy

Minusy żłobka

  • Możliwe trudności w adaptacji przez dziecko
  • Choroby i konieczność realizacji planu awaryjnego
  • Dowóz na odpowiednią godzinę i odbiór dziecka na czas, bez względu na pogodę i okoliczności w pracy czy na drodze.

Na tym tle chęć wyeliminowania minusów prowadzi Cię do kolejnego pytania.

To może jednak Niania?

Dobra niania jest prawie jak mama albo prawie jak babcia, w zależności od wieku. Ale znaleźć taką perłę, to jak szukać igły w stogu siana! Pisałam o naszych perypetiach z nianią tutaj: Casting na nianię czyli dobra niania poszukiwana. Polecam też na rozeznanie tematu rozmowę w Pytaniu na Śniadanie, w której brałam udział jako mama doświadczona w tej tematyce.  Szczerze, wolałabym nie mieć tych wszystkich doświadczeń.

Bajka zakończyła się szczęśliwie i nasze dzieciaki miały dwie wspaniałe nianie, no ale… Co wszyscy przeżyliśmy, tego nie życzę nikomu.

Zalety Niani

Niewątpliwą zaletą niani jest to, że, w idealnej sytuacji, możecie dopasować się wzajemnie do siebie. Niania to członek rodziny, bardzo ważny. Spędza z dzieckiem najwięcej czasu w ciągu dnia, nie jest to łatwe zadanie. Mądra, kochająca niania to prawdziwy skarb, zawsze będę to powtarzać. Pozwala pięknie się rozwijać dziecku, poświęca mu 100% swojej uwagi, zapobiega chorobom, które czyhają w żłobku, dba o komunikację. Czyta, klei, buduje, spaceruje, uśpi, przytuli, nakarmi. Bardzo cenię nasze dwie nianie – ciocie – babcie i będę im wdzięczna do końca życia za serce, które dały naszym dzieciom.

Ale niania nie pracuje za darmo, oczywiście. I to jest też bardzo istotny argument.

Mama na pełen etat

Tak, to ma sens. W pewnym momencie byłam tak zmęczona całą sytuacją związaną z chorobami i trudnościami ze znalezieniem właściwej opieki, że miałam już wszystkiego dość. Jeszcze lekarka dorzuciła oliwy do ognia „Kto się zajmie dzieckiem lepiej niż pani?”

Ten ból rozrywającego się na drobne kawałki serca, kiedy zostawiasz płaczące niemowlę, bo musisz pędzić do pracy. I kiedy nie wiesz już co zrobić, bo kolejny antybiotyk nie daje rady, a Twoje maleństwo ciągle się dusi w nocy. Godzinne inhalacje każdego dnia. Wizyta u kardiologa, alergologa, pulmonologa, badania krwi pierwsze, drugie i kolejne. Ciągle nic. Wprowadzanie nowych pokarmów odpada, bo dziecko albo niczego nie przyjmuje albo jego organizm reaguje alergią. Witamy w nowoczesnym świecie z małym dzieckiem. Szczęśliwi, nieświadomi rodzice zdrowych dzieci.

Co wtedy? Żłobek? Odpada zupełnie. I tak będziesz ciągle w domu z maluchem. Niania? Jeśli będzie w stanie zająć się dzieckiem, zadbać o zdrowie, podać wszystkie leki i stworzyć taką więź, że dziecko będzie szczęśliwie wracało do zdrowia – czemu nie. Babcia? Jak wyżej, o ile jest na miejscu.

A jak nie ma?

Wierzę, że są takie momenty w Twoim życiu, kiedy masz wszystkiego dość. Wydaje Ci się, że jesteś sama i właściwie możesz polegać tylko na sobie i swojej intuicji. Nie rozumie Cię szef (no bo z jakiej racji, masz pracować i tyle), koleżanka z pracy (o, ona to też miała problemy i sobie ze wszystkim poradziła!), mama, mąż, babcia ani nikt. Każdy widzi to z boku, po swojemu.

I wtedy chcesz sama zająć się dzieckiem, bo najważniejsze dla Ciebie jest jego zdrowie. I zrobisz wszystko, żeby je wyprowadzić na prostą. Zrezygnujesz z pracy, z siebie, z fryzjera, z nowych butów. Będziesz mamą na pełen etat.

A potem pomyślisz co dalej.

mamafit

Hania, nadaktywna mama dwójki, fitnesska, humanistka. Na blogu piszę o zdrowiu, aktywności, rozwoju, relacjach i o tym, jak łapać życie garściami, cieszyć się dziećmi i jednocześnie rozwijać pasje. Tak, można :) Rozgość się :)

Przeczytaj również
Szczęście mierzone na chwile